sobota, 20 czerwca 2015

5. O tym jak nie nadążam za kalendarzem imprez

Jak już wspominałam, ciężko mi dopasować rytm dnia do tego, który tu panuje - z zakupami mi się udało, bo jednak wizja niedzielnego głodu dość mocno motywuje mnie do uzbierania zapasów na dzień, w którym wszystko jest zamknięte.

Niestety mój głód sztuki nie jest aż tak silny, więc znów czas kiedy wszystko było otwarte przespałam, a teraz siedzę i mogę co najwyżej wybrać się na spacer w deszczu (wszystko inne jest już zamknięte).

Nie jest to jednak mój jedyny problem jeśli chodzi o dostęp do świata sztuki. Wydaje mi się, że w miarę sprawnie władam językiem, którym ludzie się tu posługują, oraz że całkiem sprawnie władam internetami (umiem też korzystać z wyszukiwarek)!

Niemniej jednak nie jestem w stanie ogarnąć co się tutaj dzieje, o większości wydarzeniach dowiaduję się po czasie, a na niektóre wybieram się, a ich tam wcale nie ma...

Zdarzają mi się jednak też niespodzianki w drugą stronę - któregoś pięknego tygodnia moja szefowa zobowiązała mnie do wybrania się na "Święto radości" ("Fest der Freude", które upamiętnia zakończenie II wojny światowej i w tym roku miało odbyć się w piątek i opierać się głównie na zaprezentowaniu "Ody do radości" przez Symfoników Wiedeńskich), a ponieważ w tym dniu był akurat czwartek, na który nie miałam planów, spacerowałam sobie różnymi ulicami, gdy wtem ujrzałam 128 Symfoników Wiedeńskich na trawniku, którzy szykowali się akurat do próby generalnej swego piątkowego koncertu.


Tym samym postanowiłam zostać jedyną publicznością tego koncertu, rozsiadłam się na wszystkich pustych krzesłach przed sceną i rozkoszowałam się ich wersją "Ody do radości" (którą sama potrafię zagrać oczywiście nie gorzej niż Symfonicy Wiedeńscy).

Więcej pozytywnych niespodzianek mnie jak dotąd nie spotkało, także tymczasem żegnam!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

4. O dostępie do świata


Jak widać na załączonym obrazku, przeprowadziłam się tutaj z odległego kraju reklamówek!

Dzisiaj rano kiedy rozkosznie drzemałam w mojej saunie (30 stopni jest w moim domu!!!), obudził mnie dzwonek do drzwi, a mym pierwszym prawdziwym gościem okazał się być szanowny pan kurier, który w przeciwieństwie do mnie nie występował w koszuli nocnej, a za to wręczył mi magiczne białe pudełko, na którym od kilku minut pali się zielona lampka, łącząca mnie ze światem.

I nic nie stoi już na przeszkodzie, żebym przegryzając karynckiego pieroga z mrożonki i popijając podrobioną colę z Hofera, została gwiazdą internetów!

wtorek, 2 czerwca 2015

3. O austriackim Dniu Dziecka

W Austrii hucznie obchodzi się Dzień Ojca i Matki (oraz finał Konkursu Piosenki Eurowizji), ale o Dniu Dziecka nic tu jeszcze nie słyszałam* (oczywiście poza piknikiem przy ambasadzie polskiej).

Ja z okazji Dnia Dziecka (którym wciąż jestem) dostałam klucze do mojego pierwszego własnego mieszkania. I nie zamierzam sobie robić nic z tego, że mieszkanie tak naprawdę nie jest moje, oraz że nie mogę się do niego też w najbliższym czasie wprowadzić. Jest śliczne, łącznie dysponuje pięcioma wygodnymi miejscami noclegowymi i ta myśl mi w zupełności wystarcza!

Z okazji Dnia Dziecka każdego dnia funduję sobie też lody - wbrew pozorom lody w Austrii są zupełnie inne niż lody w Polsce: co prawda można zamówić je w wafelku, ale dziwnym trafem wcale nie nazywa się on tutaj wafelkiem, tylko "Tüte" (czyli torebką).
Nie płaci się tutaj też za gałki, tylko za umowne wielkości w umownych cenach. W najmniejszej torebce (czyli wafelku) za 2,50 mieszczą się na moje oko trzy gałki lodów - nie zmienia to jednak faktu, że dostaje się je w wafelku o pojemności jednej gałki i ostatecznie za każdym razem zjadam też tylko jedną gałkę, bo pozostałe ściekają mi bokiem - co cieszy mnie szczególnie kiedy poruszam się po mieście w pożyczonych kurtkach.

Żeby zapobiec temu problemowi, w trakcie dzisiejszego Dnia Dziecka poprosiłam o lody w kubeczku, które zajadałam łyżeczką, coby się nie pobrudzić i... oczywiście wyszło jak zawsze (z tym, że dzisiaj wyjątkowo miałam na sobie własne ubranie).

Uroczyście oświadczyłam więc, że lodów w Austrii więcej jeść nie będę, zakończyłam serię dni dziecka, znaczy jestem dorosła i mogę zamieszkać też w świecie dorosłych ludzi (klucz już mam!).


*No dobra, tak naprawdę to słyszałam, że obchodzi się go 20 września, ale do września jeszcze daleko...